Fonoholizm

Fonoholizm to problem dotyczy przede wszystkim młodych ludzi, coraz częściej także małych dzieci.

Fonoholik nie rozstaje się z telefonem komórkowym. Używa go w szkole, kinie, a nawet podczas rodzinnego posiłku. Gdy nie ma ze sobą aparatu, czuje się zaniepokojony i poddenerwowany. Nadużywanie telefonu niesie ze sobą poważne konsekwencje. Jak ich uniknąć?

Czytaj dalej Fonoholizm

Lekcje na stojąco

Naukowcy znaleźli sposób na to, żeby dzieci uczyły się lepiej i skuteczniej. Wystarczy, że podczas nauki będą mogły raz stać, raz siedzieć.

Dzieci uczą się skuteczniej w pozycji stojącejObserwacje prowadzone przez badaczy z Texas A&M Health Science Center wśród 300 uczniów w wieku od 8 do 10 lat wykazały, że dzieci, które przy biurku stoją, są o 12 proc. bardziej zaangażowane w pracę na lekcji w porównaniu z dziećmi, które siedzą w standardowych ławkach. Przekłada się to na dodatkowe 7 minut koncentracji podczas godziny lekcyjnej.

Cy rodzice będą decydować o pójściu 6 latka do szkoły ?

Do sejmu wraca sprawa sześciolatków. Parlamentarzyści zajmą się dziś obywatelskim projektem „Rodzice chcą mieć wybór” pod którym podpisało się prawie 300 tysięcy obywateli. WP.PL / Paweł Kozioł Inicjatorka akcji Karolina Elbanowska wyjaśnia, że tym razem chodzi o to, żeby to ojciec i matka decydowali o tym, kiedy ich dziecko ma rozpocząć naukę w szkole. Jak mówi, to rodzice wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich dziecka. Inne postulaty to wpływ rodziców na program nauczania. Czytaj dalej Cy rodzice będą decydować o pójściu 6 latka do szkoły ?

Zmiany w roku szkolnym 2014/2015

Poniżej pełna lista zmian obowiązująca uczniów i rodziców w roku szkolnym 2014/2015, którą MEN podaje na swojej stronie internetowej:

1. Uczniowie klasy I szkoły podstawowej otrzymają bezpłatnie podręcznik „Nasz Elementarz”, podręcznik lub inny materiał edukacyjny do języka obcego nowożytnego oraz materiały ćwiczeniowe do edukacji wczesnoszkolnej.
2. Uczniowie niewidomi, słabowidzący, mający trudności w uczeniu się i/lub komunikowaniu się, w tym uczniowie niesłyszący i słabosłyszący, z upośledzeniem umysłowym, autyzmem i afazją, otrzymają adaptacje Naszego Elementarza opracowane na zlecenie i ze środków finansowych MEN. Czytaj dalej Zmiany w roku szkolnym 2014/2015

40 godzinny tydzień pracy nauczyciela

źródło ZG ZNP

Zobowiązanie nauczycieli do realizowania na terenie szkoły 40-godzinnego tygodnia czasu pracy niesie ze sobą konsekwencje prawne i finansowe dla samorządów.
– W minionym roku czas pracy nauczycieli pojawiał się często na łamach gazet. Spodziewamy się, że w Nowym Roku zdominuje on dyskusję o edukacji, ponieważ coraz więcej gmin, nakazuje nauczycielom przebywać w szkole 8 godzin dziennie, niezależnie od ich pensum dydaktycznego – mówił Sławomir Broniarz, prezes ZNP podczas konferencji prasowej w Warszawie, 3 stycznia 2012 r.

W ostatnim czasie na takie rozwiązanie zdecydował się m.in. wójt gminy Repki (woj. mazowieckie). Temat ten nie jest jednak nowy. Prekursorzy rozliczania i ewidencjonowania 40 godz. pracy nauczycielskiej pojawili się w 2004 r. Należały do nich gminy Ryglice (woj. małopolskie), Olesno, Lubsza, Łubniany (woj. opolskie).

Obecnie na łamach niektórych gazet wypowiadają się samorządowi prawnicy, usiłujący obronić tezę, że są prawne podstawy do takiego rozwiązania. Ale naszym zdaniem, to nie jest prawo, a tylko interpretacja prawników pracujących dla samorządów.

Jako Związek Nauczycielstwa Polskiego przestrzegamy przed „falandyzacją” prawa oświatowego przez samorządy oraz przed stosowaniem swobodnej interpretacji zapisów ustawy Karta Nauczyciela wymieszanej z zapisami  Kodeksu pracy.

Przyjęcie rozwiązania proponowanego przez  gminę Repki – realizowania 40 godzin czasu pracy tygodniowo na terenie szkoły, czyli 8 godz. dziennie, jest rozwiązaniem pozaprawnym.
Wielokrotnie w tej sprawie wypowiadał się Główny Inspektor Pracy, który stwierdził, że nie jest możliwe ścisłe rozliczanie czasu pracy nauczycieli. Podobne zdanie miał minister edukacji, odpowiadając na interpelację poselską. Wypowiedział się także w tej sprawie sąd (Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z dnia 5 lipca 2005 r. sygn. akt III SA/Kr335/05).

Co mówi prawo?

I. Nauczycieli nie można zobowiązywać do realizowania na terenie szkoły kodeksowej normy czasu pracy 8 godzin na dobę, ponieważ:
zgodnie z art.5 Kodeksu pracy, jeżeli stosunek pracy określonej kategorii pracowników regulują przepisy szczególne, to przepisy kodeksu stosuje się w zakresie nieuregulowanym tymi przepisami. Przykładem są właśnie nauczyciele, dla których podstawowym aktem prawnym jest ustawa Karta Nauczyciela. W tej sytuacji to ta szczególna ustawa ma pierwszeństwo przed kodeksem pracy, a tylko gdy nie reguluje ona określonych zagadnień, w grę wchodzi kodeks pracy. Zwracamy uwagę, że ustawa Karta reguluje szczegółowo czas pracy nauczyciela w art.42 precyzując, że czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin na tydzień. Ale Karta nie mówi jednak o dobowej 8-godzinnej normie czasu pracy, a o tygodniowym obowiązkowym wymiarze zajęć dydaktycznych, wychowawczych, opiekuńczych, który kształtuje się w zależności od stanowiska od 18 do 30 godzin.

II. Samorząd nie może zobowiązać nauczycieli do przebywania 40 godzin w szkole, ponieważ:
samorząd musi działać zgodnie z prawem. Nie ma w obecnych zapisach regulacji, która dawałaby organom prowadzącym kompetencje do regulowania kwestii zobowiązania nauczycieli do przebywania i ewidencjonowania na terenie szkoły 40 godz. czasu pracy  tygodniowo. Art. 91 d ustawy KN potwierdza w sposób jednoznaczny brak takich kompetencji zarówno po stronie organu stanowiącego, jaki i wykonawczego.

III. Ustawodawca nie miał na celu zobowiązania nauczycieli do przebywania w szkole 40 godzin w tygodniu, ponieważ:
– przemawia za tym art.42 ust.2 KN. Ustawodawca wskazuje trzy równoprawne elementy składowe 40 godz. tygodniowego czasu pracy nauczyciela, pozostawiając swoistą swobodę nauczycielowi w realizacji trzeciego elementu jakim są zajęcia i czynności związane z przygotowaniem się do zajęć dydaktycznych, opiekuńczych i wychowawczych, z samokształceniem i doskonaleniem zawodowym.
Ustawodawca pracę własną nauczyciela wykonywaną w domu, bibliotece, z wykorzystaniem Internetu, czy doskonalenie zawodowe na kursach kwalifikacyjnych itd. każe traktować jako pełnoprawny składnik czasu pracy, za który przysługuje nauczycielowi wynagrodzenie.

IV. Ustawodawca nie miał na celu zobowiązania nauczycieli do ewidencjonowania pełnego 40-godzinnego tygodnia, ponieważ:
przemawia za tym redakcja art.42 ust.7a. Ustawodawca treścią tego artykułu zobowiązał nauczycieli do ewidencjonowania w dziennikach lekcyjnych lub dziennikach zajęć lub dziennikach zajęć pozalekcyjnych tylko niektórych zajęć i czynności realizowanych w ramach czasu nauczyciela. Przede wszystkim zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych prowadzonych bezpośrednio z uczniami i wychowankami, albo na ich rzecz, w wymiarze określonym w ust.3 lub ustalonym na podstawie ust.4a albo ust.7, czyli tzw. pensum, a także innych zajęć i czynności wynikających z zadań statutowych szkoły, w tym zajęć opiekuńczych i wychowawczych uwzględniających potrzeby i zainteresowania uczniów. Czyli zajęć dydaktyczno wyrównawczych, kompensacyjno korekcyjnych, logopedycznych, socjoterapeutycznych, czy zajęć realizowanych w ramach tzw. godzin karcianych, ponadto w dyspozycji pracodawcy pozostają także inne dokumenty ewidencjonujące czas pracy nauczyciela realizującego inne zadania statutowe szkoły, jak  protokoły rad pedagogicznych, karty wycieczek, terminy posiedzeń Zespołów ds. uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, terminy rad samokształceniowych, harmonogram zebrań z rodzicami uczniów, terminy spotkań stypendialnej komisji szkolnej, terminy spotkań samorządu uczniowskiego itd.

Natomiast zupełnym milczeniem ustawodawca pomija kwestie ewidencjonowania trzeciego elementu jakim jest praca własna nauczycieli. W konsekwencji, w stosunku do nauczycieli nie ewidencjonuje się całego 40 godz. wymiaru czasu pracy, jedynie tę jego część wynikającą z art. 42 ust.3, 4a lub 7.

Ponadto, zgodnie z przepisami ogólnego prawa pracy pracodawca prowadzi ewidencję czasu pracy pracownika dla celów prawidłowego ustalenia jego wynagrodzenia i innych świadczeń związanych z pracą. W przypadku nauczycieli o wymiarze etatowym ich zatrudnienia i tym samym wysokości wynagrodzenia decyduje pensum, które jest ewidencjonowane.

Konsekwencje

Pragniemy podkreślić, że zobowiązanie nauczycieli do realizowania na terenie szkoły 40-godzinnego tygodnia czasu pracy niesie ze sobą konsekwencje prawne i finansowe dla samorządów. Są to m.in.:
– stworzenie warunków do pracy własnej nauczyciela na terenie szkoły (ciche stanowisko do pracy własnej, stały dostęp do Internetu, drukarki, kserokopiarki, tonerów, papieru lub innych materiałów biurowych koniecznych do przygotowania pomocy dydaktycznych). To spowoduje dodatkowe wydatki po stronie samorządów. Dzisiaj szkoły nie są przygotowane do zapewnienia nauczycielom warunków do takiej pracy, jakie możemy np. obserwować w niemieckich szkołach;
– odpowiednie wyposażenie biblioteki szkolnej w niezbędne podręczniki, literaturę fachową, czasopisma fachowe i metodyczne niezbędne nauczycielom do przygotowania zajęć dydaktycznych gwarantujących realizację podstawy programowej;

– organizowanie i finansowanie na terenie szkoły samokształcenia i doskonalenia zawodowego bądź delegowanie na zasadach kodeksowych nauczycieli do udziału w nich.

Innymi słowy, nauczyciel nie może spędzać tych godzin na korytarzu w szkole, tylko pracodawca musi mu zapewnić miejsce pracy, np. stanowisko pracy jak w biurze. Nauczyciel nie może stać na korytarzu!
Pragniemy jeszcze zwrócić uwagę, że jeśli warunki pracy i wyposażenie szkoły nie będą pozwalały nauczycielowi na kompleksowe przygotowanie się do lekcji (bo np. nie ma szerokopasmowego Internetu, do którego nauczyciel ma dostęp najczęściej w domu) to te – nazwijmy je – „domowe” godziny poświęcone na to zadanie, będzie można zaliczyć do godzin nadliczbowych.
To natomiast oznacza, że za każdą godzinę pracy powyżej 8-godzinnej kodeksowej normy pracy należy się nauczycielom dodatkowe wynagrodzenie. Tak samo, jak za czas spędzony w pracy z uczniami na wycieczkach szkolnych, zielonych szkołach, uroczystościach z udziałem uczniów, czy czas trwania zebrań z rodzicami, które odbywają się zazwyczaj popołudniami.
Będziemy edukować nauczycieli, informować ich jakie mają prawa, co musi zapewnić im samorząd nakazując 8-godzinną pracę w szkole, czego mogą się domagać i jakiego wynagrodzenia za pracę ponad 8-godzinny czas spędzony w szkole. Nadliczbowe  godziny są godzinami płatnymi i są droższe niż godz. ponadwymiarowe!

W tym celu wydaliśmy dwie książeczki „Czas pracy i zadania nauczyciela w świetle przepisów prawa oświatowego” oraz „Wszystko o godzinach karcianych”. To kompendium wiedzy na temat godzin ponadwymiarowych, godzin doraźnych zastępstw nauczycieli oraz tzw. godzin karcianych, czyli obowiązujących nauczycieli godzin, o których mowa w art. 42 ust. 2 pkt 2 lit. a i b ustawy Karta Nauczyciela.
Będziemy je rozpowszechniać wśród nauczycieli! Jeśli samorządy tak interpretują prawo, to nauczyciele pracujący codziennie 8 godzin w szkole, będą domagali się restrykcyjnego wręcz wywiązania się z obowiązków pracowniczych, czyli m.in.:
– odpowiedniego stanowiska pracy w szkole,
– wynagrodzenia za nadliczbowe godziny poświęcone np. na zebrania z rodzicami, wycieczki, przygotowanie się do zajęć.

Badanie nie bada

Drugim tematem, który wiąże się z tą sprawą jest „Ogólnopolskie badanie czasu i warunków pracy nauczycieli”, które od listopada przeprowadza jedna z firm sondażowych na zlecenie Instytutu Badań Edukacyjnych. Otóż, docierają do nas niepokojące informacje. Nauczyciele, którzy zostali losowo wybrani do udziału w tym badaniu informują nas, że ankieterzy nie są należycie przygotowani do przeprowadzania badania czasu i warunków pracy tej grupy zawodowej.

Nie znają specyfiki pracy nauczycieli, nie zostali z nią zapoznani, zadają pytania tylko o lekcje, a nie zadają tych pytań, które dotyczą czasu pracy i zadań nauczycieli. To nas bardzo niepokoi, ponieważ jest to niezmiernie ważne badanie dla całego środowiska nauczycielskiego. Od jego wyników zależy kierunek dyskusji o czasie pracy nauczycieli, czyli przyszłość zawodowa ponad 600 tysięcy pedagogów zatrudnionych w szkołach.
Tymczasem, jak wynika z informacji, które do nas docierają od nauczycieli biorących udział w badaniu, ankieterzy nie wiedzą o co pytać. Dlatego obawiamy się, że wyniki badania IBE pokażą tylko fragment pracy nauczycieli, czyli lekcje. Bo badanie nie bada tego, co jest jego przedmiotem: czyli całego czasu pracy nauczycieli.

Podsumowując, przestrzegamy samorządy przed nadinterpretacją prawa oświatowego dotyczącego tygodniowego czasu pracy, jednocześnie informując, że jako nauczyciele będziemy domagać się zapewnienia odpowiedniego miejsca pracy w szkole oraz wynagrodzenia za nadliczbowe godziny poświęcone np. na zebrania z rodzicami, wycieczki. A to spowoduje dodatkowe koszty po stronie samorządów.

Sześciolatek nie może sam chodzić do szkoły

Rodzice, którzy zdecydowali posłać do pierwszej klasy sześcioletnie dziecko, muszą zapewnić mu opiekę w drodze do i ze szkoły. W przeciwnym wypadku grozi im nawet do 5 tys. złotych grzywny.

Problem pojawi się 1 września, gdy naukę w pierwszej klasie rozpocznie ok. 15 proc. tegorocznych sześciolatków. Za rok do szkoły zaczną chodzić – czy rodzice tego chcą, czy nie – wszystkie te dzieci, które szóste urodziny obchodzą w pierwszej połowie 2014 roku. Niektórzy rodzice mają możliwość przeorganizowania obowiązków zawodowych tak, by zawieźć pierwszaka do szkoły i go z niej odebrać. Dla sporej części dzieci trzeba będzie zatrudnić opiekunki, poprosić o pomoc niepracujących krewnych, sąsiadów lub znajomych. Czytaj dalej Sześciolatek nie może sam chodzić do szkoły

Rynek podręczników szkolnych

Podręczniki mogłyby być nawet o 20 procent tańsze, gdyby nauczyciele nie brali od wydawnictw prezentów. Za to, że wybiorą odpowiednie książki, dostają laptopy, tablety, a niekiedy nawet gotówkę.
Rynek podręczników szkolnych w Polsce wart jest 1,5-2 mld zł. Na głowę jednego z blisko 5 mln uczniów wychodzi około 400 zł. To kwota, którą co roku rodzice muszą wydać na książki. Podręczników nie wybierają sami, robią to za nich nauczyciele, a wydawnictwa dobrze o tym wiedzą.

– Renta korupcyjna to naszym zdaniem około 20 proc. ceny podręcznika. Dla książek do nauki języków obcych jest to nawet 40-60 proc. To pieniądze, które idą na – jak nazywają to wydawnictwa – akcję marketingową – mówi Mateusz Górowski z fundacji Polska Bez Korupcji.

Ta akcja to podarunki, które od wydawnictw otrzymują szkoły, dyrektorzy placówek oraz nauczyciele. W 2011 roku szkoła w Bychawie na Lubelszczyźnie otrzymała od wydawnictwa Nowa Era cztery laptopy, rok później trzy komputery oraz dodatkowo netbooka i cztery multibooki. Ta sama placówka dostała też od wydawnictwa Pearson Central Europe nowoczesną 79-calową tablicę elektroniczną.

Prezenty dla szkół najczęściej przekazywane były w formie sprzedaży z… 99-procentowym rabatem.Szkoła kupowała go do wydawnictwa za złotówkę. Czasami była to umowa użyczenia do testów na okres trzech miesięcy. Z tym, że po tym czasie nikt nie kontrolował, czy nauczyciel oddał laptopa, czy nie.

– Dochodziło do wypłacania dyrektorom placówek wynagrodzenia za podpisanie zobowiązania do korzystania z książek jednego wydawnictwa. Słyszeliśmy też o wczasach zagranicznych dla nauczycieli, ale na to brak nam dowodów – opisuje szef fundacji Polska Bez Korupcji.

Sprawą po jej nagłośnieniu zainteresowała się prokuratura. Zgłoszenia składała fundacja. Z informacji Mateusza Górowskiego wynika, że śledczy niespecjalnie mają ochotę ścigać wydawnictwa i nauczycieli. Sprawy są trudne do udowodnienia, a za złapanie skorumpowanego pracownika pobliskiej szkoły awansu czy premii się nie dostanie. Prokuratur stwierdza więc, że laptop dla szkoły lub nauczyciela w zamian za wybór konkretnego podręcznika… „nie nosi znamion czynu zabronionego”.

– Nie posiadamy informacji o zarzutach postawionych wydawnictwu, naszym obecnym lub byłym pracownikom – poinformowała nas Agnieszka von Mallek z Nowej Ery.

Wydawnictwa zabezpieczały się, bo w samych umowach o książkach najczęściej nie było ani słowa.

– Są jednak przypadki, w których policja ściga nauczycieli. Dotyczy to głównie dyrektorów szkół, którzy przyjmowali pieniądze – mówi Mateusz Górowski.

Skala zjawiska poraża. Z przeprowadzonej w czerwcu przez Ministerstwo Edukacji Narodowej kontroli wynika, że z 935 skontrolowanych szkół w aż 413 przypadkach podpisane były umowy na wybór konkretnych podręczników. A zdaniem ekspertów dane nie oddają całej prawdy.

– Na przykład kuratorium z Rzeszowa poprosiło nauczycieli tylko o odpowiedź na prostą ankietę. Nikt nie sprawdzał, czy odpowiedzi były prawdziwe. Zupełnie inaczej załatwiono tę sprawę na Śląsku, gdzie kuratorium natychmiast nakazało rozwiązanie tego typu umów wszystkim szkołom – mówi Mateusz Górowski.

– MEN przymyka na to oko. Kontrolę przeprowadzono na przykład w szkołach wiejskich, w których jest tylko kilka klas z niewielką liczbą uczniów. Tam wydawnictwa nie idą, bo im się to nie opłaca. Gdyby ministerstwo rzeczywiście chciało walczyć z procederem, zakazałoby wstępu do szkół pracownikom wydawnictw. A do dziś nie ma nawet zakazu przyjmowania prezentów przez nauczycieli – dodaje Henryk Tokarz, prezes Izby Księgarstwa Polskiego.

Jak to możliwe, że wydawnictwom kalkuluje się przekupywanie nauczycieli? Laptopy kupują na skalę masową. Zamawiając po kilkadziesiąt-kilkaset sztuk, mogą uzyskać o wiele lepsze ceny niż sklepach. Poza tym nieformalna umowa nauczyciel-wydawnictwo jest co najmniej trzyletnia. W klasie jest ok. 30 uczniów, a więc w tym czasie rodzice kupią aż 90 kompletów podręczników.

W przypadku edukacji wczesnoszkolnej oznacza to przychód dla wydawnictwa rzędu 18-20 tys. zł. Jeśli wydawca dogada się z dyrektorem szkoły, który nakaże nauczycielom wybór konkretnej serii podręczników, oznacza to przychody rzędu 40-60 tys. zł.

– Walka zawsze toczy się o pierwszą klasę wszystkich rodzajów szkół oraz o czwartą klasę podstawówki. Tak zwani marketingowcy wchodzą do szkół zazwyczaj w okolicach marca. Im większa placówka, tym więcej mają do ugrania. Jeśli więc jedno wydawnictwo zaproponuje nauczycielowi wycieczkę krajową, to drugie przebija je „szkoleniem za granicą” – opisuje proceder Henryk Tokarz.

Prawdziwe złote żniwa dla wydawnictw to zmiany programowe i reformy oświaty. Dzięki wprowadzeniu gimnazjów rynkowy sukces odniosło wydawnictwo Nowa Era. Skrócenie podstawówki do sześciu lat sprawiło, że wszystkie stare podręczniki poszły na makulaturę, a firma założona przez rodzeństwo Koprów przełamała monopol Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych (WSiP).

Już po przejęciu firmy w 2007 roku przez fiński koncern medialny SanomaWSOY, wydawnictwo zostało liderem rynku. Szacuje się, że dziś nawet co drugi podręcznik w Polsce został wydany przez Nową Erę. W przypadku niektórych przedmiotów czy klas odsetek ten sięga nawet 80 proc. Ostatnie jej sukcesy to opanowanie rynku podręczników dla szkół ponadgimnazjalnych. Wszystko dzięki wprowadzonej od roku 2009/2010 reformie programowej, która w liceach rozpoczęła się z opóźnieniem, bo dopiero w 2012 roku.

Ostatnio firma coraz mocniej zaczyna dbać o swój wizerunek. Krytycznie wyrażający się o niej Henryk Tokarz otrzymał już pismo przedprocesowe, wzywające go do zaprzestania wypowiadania się publicznie na temat Nowej Ery. Wcześniej wydawnictwo walczyło też z dyskredytującym artykułem krążącym po internecie, w którym opisano praktyki walki o szkoły gimnazjalne po reformie programowej. Bojąc się konserwatywnego w światopoglądzie nauczycielskiego środowiska, wydawnictwo stara się ukrywać, że jej właścicielem jest fiński koncern medialny. W zeszłym roku zainicjowało też powstanie kodeksu dobrych praktyk, który w tym roku został znowelizowany.

– Powodem była chęć uregulowania budzącej kontrowersje kwestii wyposażania na preferencyjnych warunkach szkół w nowoczesny sprzęt elektroniczny, mający na celu pomoc w wykorzystywaniu materiałów multimedialnych dołączanych do oferty – mówi rzecznik prasowy Nowej Ery. – Kodeks Dobrych Praktyk zabrania konkurowania przez wydawców w sposób niemerytoryczny, w tym oddawania jednostkom oświatowym w leasing, dzierżawę lub w inny rodzaj posiadania zależnego sprzętu elektronicznego – dodaje von Mallek.

Według informacji Wirtualnej Polski Nowa Era, gdy osiągnęła dominującą pozycję na rynku, sama zaczęła walczyć z procederem „kupowania” szkół i nauczycieli.

– Po podpisaniu w marcu 2012 roku Kodeksu Dobrych Praktyk wszystkim pracownikom zakomunikowano, że rozdawanie prezentów się skończyło. Trzeba przyznać, że rzeczywiście dużo od tego czasu się zmieniło – mówi WP.PL były pracownik Nowej Ery.

Firmie nie opłaca się już agresywny marketing, bo stosują go wszyscy. A jak ktoś jest liderem rynku, to zależy mu na utrzymaniu status quo. Kodeks Dobrych Praktyk, podpisany przez Nową Erę, WSiP oraz inne wydawnictwa zrzeszone w Polskiej Izbie Książki, nie obowiązuje tylko części mniejszych graczy, którzy gigantom do kolejnej reformy programowej lub edukacyjnej nie powinni zagrozić. A to czy podręcznik jest dobry czy nie, nie ma większego znaczenia. Ważne, że nauczyciel w domu ma laptopa, a w szkole nowoczesną elektroniczną tablicę.

Wirtualna Polska

Powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej ?

Padł rekord. Blisko 35 tys. internautów wzięło udział w ankiecie Wirtualnej Polski, w której pytaliśmy o powrót dawnego systemu edukacji: osiem lat szkoły podstawowej, cztery lata liceum. Zwykle w takim głosowaniu bierze udział ok. 3-4 tys. osób. Miażdżąca większość – bo aż 96 proc. użytkowników sieci – opowiedziało się za powrotem dawnego systemu. A dlaczego? O to właśnie pytam Polaków.

Na Facebooku zamieszczam pytanie: „Czy chciałbyś powrotu (i dlaczego?) dawnego systemu nauczania?”. Odpisują mi 104 osoby. Ani jedna nie opowiada się za obecnym systemem. Wszystkie chciałyby zlikwidowania gimnazjów, powrotu ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum. „Dość eksperymentowania na dzieciach” – pisze Małgorzata, dla której Polacy są mistrzami w wyważaniu otwartych drzwi, skoro dawne rozwiązania się sprawdzały. „Totalną porażką” nazywa zebranie w gimnazjum obcych sobie osób z „szaleństwem hormonalnym w mózgu” Alexandra. Zwraca uwagę, że w długoletniej podstawówce nauczyciel znał ucznia od początku, wiedział, jak z nim rozmawiać. W gimnazjum uczniowie chcą się popisać swoją „dorosłością”, a nauczyciele, mając małą wiedzę o uczniu, nie potrafią temu zaradzić. Znajomy nauczyciel powiedział Alexandrze, że najczęściej takie asy są puszczane z klasy do klasy. Stanowią bowiem dla szkoły ogromny problem.

„Gimnazja mogłyby zostać, ale nie w takiej formie jak obecnie” – pisze użytkownik o nicku Kot Chuchełek domagając się likwidacji koedukacji. W okresie dorastania najlepiej w jego ocenie sprawdza się rozdzielenie płci albo ośmioletnia podstawówka koedukacyjna.
W dyskusję włącza się też Marlena. Marzy nie tylko o Polsce bez gimnazjów, ale również takiej z dużą ilością dobrych zawodówek. Pisze: „jeżeli dodać do tego miejsca pracy dla młodzieży po zawodówkach, liceach (stara matura!), studiach (na które powinny być egzaminy wstępne, o takim stopniu trudności jak przed wprowadzeniem nowych matur) i obsadzić stanowiska według faktycznych kwalifikacji to wyszłaby nam idealna Polska”.

Chwytam za słuchawkę i dzwonię do osób blisko związanych z rynkiem edukacji w Polsce. Pytam je, co sądzą o pomyśle powrotu dawnego systemu nauczania.

Po pierwsze: rodzice

– Poprzedni system się sprawdzał – uważa 46-letnia Monika, mama trojga dzieci: 14-letniej Ani, 11-letniego Michała i 9-letniego Bartka. Twierdzi, że do klas 1-3 chodzą jeszcze psychologiczne przedszkolaki. Liczy się wychowawca, który przyprowadzi i odprowadzi za rączkę. Bardziej „na poważnie” robi się dopiero w 4. klasie.
Choć system edukacji w Polsce zakłada inaczej, w takim wieku dziecko nie jest świadome konsekwencji swoich wyników w nauce. Dla przykładu: ocena z zajęć technicznych (zajęcia prowadzone w klasach 4-5) jest już brana pod uwagę do średniej ocen i razem z testem końcowym stanowi przepustkę do dobrego gimnazjum. – Małe dzieci nie mają wyobraźni przestrzennej. Nie bardzo nawet rozumieją, po co uczą się tego przedmiotu – mówi Monika i dodaje, że na tym etapie w pomoc uczniom często włączają się rodzice, odrabiając za dziecko prace domowe.
Inne zjawisko, które zaobserwowała, nazywa „segregacją dzieci”. Działa ono wedle następującego schematu: do dobrego gimnazjum przyjmują uczniów z najlepszymi ocenami; czasem są testy językowe, również celem wyselekcjonowania najlepszych. Wśród uczniów wielu jest takich, których rodziców stać było na korepetycje czy zajęcia pozaszkolne. W 6. klasie, wśród 14-latków, tworzy się więc elity, prymusów, wyselekcjonowane grupy, często z mocnymi plecami i pokaźnym portfelem tatusiów.

Pytana, czy obecny system edukacji w Polsce jest przyjazny rodzicom i uczniom, opowiada historię, jak weszła na stronę internetową, żeby zarejestrować syna do zerówki, a tu komunikat… „rekrutacja zamknięta”. Spóźniła się o całe dwie(!) godziny. Poszła więc do szkoły, licząc na to, że skoro dwoje starszych dzieci już się w niej uczy, to i z tym młodszym też nie będzie problemu. Ale system to system. Pani dyrektor powiedziała, że listy zamknięte. Przepisy były takie, że do zerówki może chodzić maksymalnie 25 dzieci. Zwróciła się więc ze sprawą do burmistrza. Ten polecił wolne miejsce w jednej ze szkół w południowej części dzielnicy. Co z tego, że Monika (nota bene samotna matka) mieszka w północnej i tam też odwozi dzieci do szkoły? Ma jeździć z trzecim na drugi kraniec? Przyjaciółka plastyczka poleciła, żeby poszła z kwiatami do dyrektorki „Jako matka i kobieta, ja panią błagam, żeby…” – przekonywała dyrektorkę stojąc z wyciągniętymi przed siebie kwiatami.
6-letniego Bartka przyjęto do pierwszej klasy. Tam limit okazały się bardziej elastyczne.
Czy teraz żałuje, że Bartek nie dostał się wtedy do zerówki? – Tak, żałuję – mówi Monika i wylicza, jak wiele wysiłku jej syn wkłada w to, żeby być dobrym uczniem. – Pewnie wśród swoich rówieśników byłby bardzo dobrym; czułby się bardziej dowartościowany, byłby najlepszy z czegoś, na przykład z pływania – mówi mi. – Ale system to system. Pewnych rzeczy po prostu przeskoczyć się nie da – dodaje.

W ocenie Moniki wyścig szczurów zaczyna się obecnie już od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wielu rodziców finansuje dzieciom dodatkowe lekcje pozaszkolne. W klasach 1-3 wychowawca prowadzi jednocześnie wiele zajęć (poza religią i językami prowadzonymi przez innych nauczycieli). Często, przed przyjęciem, szkoły nie informują, który pedagog poprowadzi jaką klasę. Jeśli dziecko trafi źle, istnieje obawa, że niższy poziom nauczania bezpośrednio wpłynie na niższy wynik testów do gimnazjum. A dwa lata to za mało, żeby nadrobić braki. Co innego, gdyby było ich aż osiem.

32-letnia Ania, mama 10-letniego Kacpra, załamuje ręce nad zeszytami syna. – Co drugą lekcje ma kartkówkę. Po każdym etapie nauki są testy diagnostyczne. Teraz, po ukończeniu 4. klasy będzie miał egzamin z języka angielskiego ze wszystkich klas. I kiedy ma mieć czas dla siebie?
Ona również opowiada się za likwidacją gimnazjów. Pierwszy silny stres związany z egzaminami Kacper odczuwał już w zeszłym roku, w związku z rekrutacją wewnątrzszkolną. Jako trzecioklasista zdawał test z języka angielskiego, który decydował o przyjęciu go do klasy z rozszerzonym językiem obcym. Bał się, że jeśli nie zdobędzie wymaganej liczby punktów, zostanie „oderwany” od paczki swoich najlepszych przyjaciół i włączony w zupełnie obce sobie środowisko. Nie myślał przy tym o profitach edukacyjnych, jakie daje mu przejście do klasy profilowanej.

Stało się to, czego wszyscy najbardziej się obawiali. Kolega Kacpra nie zdobył wymaganej liczby punktów i nie został przyjęty do „lepszej” klasy. Trafił na listę rezerwową, choć szanse, że uda mu się dołączyć do kolegów były niewielkie. Ostatecznie – żeby mógł siedzieć w ławce z bliskim sobie kolegą – rodzice przenieśli go do innej szkoły.
– Wszyscy bardzo przeżyli to rozstanie. W paczce było ich czterech chłopców, nagle to wszystko się rozpadło – wspomina Ania i przyznaje, że wiele dzieci – ze strachu rodziców, żeby ich dzieci dostały się potem do klasy profilowanej – już w pierwszej klasie podstawówki posyła dzieci na dodatkowe kursyjęzykowe. Bartek miał taką godzinę tygodniowo. A to dla rodziny koszt ok. 80 zł miesięcznie.

Kiedy poruszam temat gimnazjum, u Ani automatycznie uruchamia się poczucie strachu: że seks, że narkotyki, że papierosy, że alkohol… Gimnazja według niej dzielą się na trzy typy: te bardzo dobre, o których krążą historie, że dobre szkoły przyciągają używki; bo dzieci ambitne, poziom wysoki, wymagania ogromne, więc jakoś ten stres musi znaleźć ujście. – Rodzice przestają sobie często wtedy radzić, tracą kontakt z własnym dzieckiem – mówi mi.

Kolejny typ to szkoły rejonowe, gdzie dzieci jest bardzo dużo, nie ma selekcji, więc nie wiadomo, do jakiej grupy trafi uczeń: – Nauczyciele często nie potrafią dotrzeć do dzieci na tym etapie rozwoju. A uczniowie myślą, że są już dorośli, bo mają wykształcenie podstawowe. A kto im dał tak mylne poczucie? My, dorośli. Bo ktoś przecież za reformą edukacji stoi – zaznacza.

Kiedy kilka lat temu Ania zadzwoniła do prywatnej podstawówki, żeby zapisać Kacpra do pierwszej klasy, usłyszała w słuchawce, że spóźniła się o jakieś… sześć lat. Bo dzieci jest mało, wszystkie dopilnowane i nauczone, więc rodzice dzwonią i rezerwują miejsce zaraz po narodzinach malucha. Dlatego teraz planuje wszystko z dużym wyprzedzeniem. Mimo że Kacper jest w 4. a nie 6. klasie już trwają poszukiwania odpowiedniego dla niego gimnazjum. W grę wchodzi trzeci typ szkoły, który Ania określa jako „wypośrodkowany”: szkoła prywatna, o przeciętnym poziomie nauczania, ale bezpieczna, to znaczy taka „bez używek, patologii, konfliktów i innych podobnych tym problemów”.

Wirtualna Polska

Pliki cookies i szkolne serwisy WWW

Serwis MSP 7.pl (i również  niniejszy „NAUCZYCIEL”) używa plików cookies, by ułatwić z jego korzystania.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki
.  Ta formuła wg nowelizacji ustawy, powinna znajdować się na wszystkich oficjalnych witrynach – równiez tych szkolnych. Przedstawiam kilka prostych rad, jak odnieść się do nowelizacji ustawy w kontekście szkolnych serwisów internetowych.

….Ustawa

..zgodnie z ustawą z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy – Prawo Telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw (poz. 1445) ulega zmianie art.173 Prawa Telekomunikacyjnego, w myśl, którego przechowywanie informacji lub uzyskiwanie dostępu do informacji już przechowywanej w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego jest dozwolone m.in. pod warunkiem, że abonent lub użytkownik końcowy zostanie uprzednio bezpośrednio poinformowany w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały oraz wyrazi na to zgodę…

….Informacje o cookies („ciasteczkach”)

Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym użytkownika. Użytkownicy serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu użytkownika serwisu internetowego. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). Niedokonanie zmiany ustawień w zakresie cookies oznacza, że będą one zamieszczone w urządzeniu końcowym użytkownika, a tym samym będziemy przechowywać informacje w urządzeniu końcowym użytkownika i uzyskiwać dostęp do tych informacji.

Wyłączenie stosowania cookies może spowodować utrudnienia w korzystaniu z niektórych serwisów WWW, ale nie powinno powodować  braku możliwości czytania lub oglądania treści w nich zamieszczanych.

Do czego niektóre serwisy wykorzystują cookies

  • dostosowanie zawartości stron internetowych danego Serwisu do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb;
  • tworzenie statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości;
  • utrzymanie sesji użytkownika Serwisu (po zalogowaniu – jeżeli korzystanie z danego Serwisu tego wymaga), dzięki której użytkownik nie musi na każdej podstronie Serwisu ponownie wpisywać identyfikatora i hasła;
  • W momencie połączenia się przez użytkownika z Serwisem, w logach systemowych pojawiają się informacje o numerze (w tym IP) i rodzaju urządzenia końcowego użytkownika, a także czasu połączenia z Serwisem oraz inne dane eksploatacyjne dotyczące aktywności użytkownika w Serwisie;
  • Wszelkie dane dotyczące użytkowników przykładowego serwisu WWW zbierane w celu optymalizacji jego funkcjonowania mogą być ujmowane i ujawniane w formie statystyk, przy czym statystyki te nie zawierają danych umożliwiających identyfikuję użytkowników;
  • inne, o których nie wiem.

Użytkownik, który nie wyraża zgody na wykorzystywanie plików cookies lub chce usunąć dotychczasowe pliki cookies, powinien wybrać odpowiednie ustawienia w używanej przez siebie przeglądarce stron WWW. Instrukcje dotyczące akceptowania i odrzucania plików cookies znajdują się w menu Pomoc przeglądarek.

Jak wyłączyć pliki cookie w przeglądarce ?

Przeglądarka Opera
Przeglądarka Firefox
Przeglądarka Chrome
Przeglądarka Internet Explorer
Przeglądarka Safari

Pozdrawiam – Admin serwisu nauczyciel MSP 7 Knurów