Nie kupuj dzieciom gier dla dorosłych

Rockstar: „Tylko źli rodzice mogliby kupić dzieciom GTA”

Autor. Iga Ewa Smoleńska

Każdy z was spodziewa się zapewne, że w dyskusji na temat przemocy w grach chociaż raz padnie tytuł Grand Theft Auto. Gry z tej serii były używane wielokrotnie, aby zaprezentować hipotezę o szkodliwości medium. Zdają sobie z tego oczywiście sprawę ludzie odpowiedzialni za serię. Czytaj dalej Nie kupuj dzieciom gier dla dorosłych

Rynek podręczników szkolnych

Podręczniki mogłyby być nawet o 20 procent tańsze, gdyby nauczyciele nie brali od wydawnictw prezentów. Za to, że wybiorą odpowiednie książki, dostają laptopy, tablety, a niekiedy nawet gotówkę.
Rynek podręczników szkolnych w Polsce wart jest 1,5-2 mld zł. Na głowę jednego z blisko 5 mln uczniów wychodzi około 400 zł. To kwota, którą co roku rodzice muszą wydać na książki. Podręczników nie wybierają sami, robią to za nich nauczyciele, a wydawnictwa dobrze o tym wiedzą.

– Renta korupcyjna to naszym zdaniem około 20 proc. ceny podręcznika. Dla książek do nauki języków obcych jest to nawet 40-60 proc. To pieniądze, które idą na – jak nazywają to wydawnictwa – akcję marketingową – mówi Mateusz Górowski z fundacji Polska Bez Korupcji. Czytaj dalej Rynek podręczników szkolnych

E – podręczniki w szkołach

MEN forsuje e-podręczniki, mimo iż nauczyciele alarmują, że szkoły nie są przygotowane na taką rewolucję….

Ponad 80 proc. nauczycieli uważa, że polska szkoła nie jest przygotowana do pracy z e-podręcznikiem. Program elektronicznych podręczników ma być uzupełnieniem rządowego projektu „Cyfrowej szkoły”. Pilotaż Rządowego programu „Cyfrowa szkoła” został przyjęty do realizacji przez Radę Ministrów na posiedzeniu, które odbyło się 3 kwietnia br. Rządowy program ma być realizowany w formie pilotażu do sierpnia 2013 roku. Tymczasem do wielu objętych nim szkół sprzęt komputerowy w ogóle nie trafił, bo placówki i samorządy nie radzą sobie z przygotowywaniem zamówień – wynika z informacji gazety.

artykuł : Rzeczpospolita

Nagonka medialna na nauczycieli

Jak już z pewnością zauważyliśmy, od pewnego czasu trwa istna nagonka medialna na nauczycieli. Brylują w tym procederze popularne internetowe serwisy informacyjne z wp.pl  na czele i kilka gazet ogólnopolskich. Tu wytykają nam 2 miesiące wakacji, tam wysokie pensje, jeszcze gdzieś indziej , że dorabiamy sobie na boku korepetycjami i innymi „fuchami” nie płacąc podatku …..Rozumiem traumę szkolną, która po dziś dzień męczy niektórych „redaktorów”, ale czy na prawdę jest nam czego zazdrościć? Proszę o komentarze, publikując przy okazji kilka wypowiedzi internautów znalezionych w sieci (oryginalne). Czytaj dalej Nagonka medialna na nauczycieli

Przemoc w rodzinie – procedura „Niebieska Karta”

Od 18 października 2011 r. zaczęły obowiązywać przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 13 września 2011 r. w sprawie procedury „Niebieskie Karty” oraz wzorów formularzy „Niebieska Karta” (Dz. U. Nr 209, poz. 1245) – dalej r.p.n.k., dotyczące przemocy domowej. Przepisy rozporządzenia nakładają na szkoły i placówki oświatowe konkretne zadania w ramach procedury ” Niebieskie Karty”. Obowiązki szkoły w ramach procedury ” Niebieskie Karty” związane są z dostrzeżeniem stosowania przemocy w rodzinie wobec ucznia i zgłoszeniem problemu, które uruchomi procedury udzielania pomocy ofierze przemocy domowej.*

Dotychczas „Niebieską Kartę” zakładali policjanci i pracownicy socjalni w przypadku interwencji wobec przemocy w rodzinie. Podstawą do wydania r.p.n.k. był przepis art. 9d ust. 5 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz. U. Nr 180, poz. 1493 z późn. zm.) – dalej u.p.p.r. Obecnie, w przypadku uzasadnionego podejrzenia o stosowanie wobec ucznia przemocy w rodzinie takie uprawnienie ma również szkoła. Przepisy r.p.n.k. nakładają konkretne zadania w ramach procedury „ Niebieskie Karty”, także na instytucje systemu oświaty – szkoły i placówki oświatowe. „Niebieskie Karty” to procedura interwencji wobec przemocy w rodzinie, na którą składa się odpowiednia dokumentacja i tryb postępowania w przypadku stwierdzenia lub podejrzenia zaistnienia przemocy. Celem funkcjonowania „Niebieskich Kart” jest ujawnianie przemocy oraz usprawnianie pomocy jej ofiarom, poprzez stworzenie interdyscyplinarnego modelu pomocy z udziałem przedstawicieli pracowników oświaty, Policji i ochrony zdrowia, w środowisku lokalnym. Według załącznika nr 2 r.p.n.k.

„przemoc w rodzinie to jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste członków rodziny, a także innych osób wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemoc”.

Przepis § 2 ust. 1 r.p.n.k. nakłada na szkoły i placówki oświatowe obowiązek uruchomienia procedury „Niebieskiej Karty”, ponieważ zgodnie z zapisem art. 9d ust. 2 u.p.p.r. obejmuje ona ogół czynności podejmowanych i realizowanych przez przedstawicieli miedzy innymi oświaty. Taki sformułowany zapis oznacza, iż dotyczy on zarówno placówek publicznych i niepublicznych, co oznacza, że do stosowania procedury zobowiązane są wszystkie szkoły i placówki oświatowe działające w oparciu o przepisy ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (tekst jedn.: Dz. U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572 z późn. zm.).

Procedura „Niebieska Karta” nakłada na szkołę konkretne zadania, w przypadku uzasadnionego podejrzenia o stosowanie wobec ucznia przemocy domowej.

Postępowanie – krok po kroku:

Z dniem 18 października 2011 r. wchodzi w życie rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 13 września 2011 r. w sprawie procedury „Niebieskie Karty” oraz wzorów formularzy „Niebieska Karta” (Dz. U. Nr 209, poz. 1245), w którym uregulowano „krok po kroku” sposób postępowania służb – od momentu zgłoszenia zdarzenia, poprzez działania ukierunkowane na pomoc osobie dotkniętej przemocą w rodzinie, działania skierowane na osobę stosującą przemoc w rodzinie, a także sposób monitorowania sytuacji rodziny. Czytaj dalej Przemoc w rodzinie – procedura „Niebieska Karta”

„Odlotowe i bombowe…”

Zachęcam do zapoznania się z treścią zamówienia publicznego „Prowadzenie zajęć pozalekcyjnych – kółek zainteresowań w Miejskiej Szkole Podstawowej nr 7 w Knurowie.” –  ODLOTOWE I BOMBOWE są kompetencje kluczowe.

Przypominam, że termin rozpoczęcia zajęć to 05.09.2011. Niniejszy artykuł będzie sukcesywnie uzupełniany o informacje dot.realizacji projektu w Naszej Szkole.

———————————————————————————

Informacja  z serwisu online MZJO w Knurowie:

„W styczniu 2011 roku w Knurowie rozpocznie się realizacja projektu skierowanego głównie do nauczycieli, wykorzystującego środki unijne z Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach PO KL pn. Grecka Arate rozwija oświatę.

Środki unijne wpłyną do budżetu miasta za sprawą wniosku, który został napisany w Miejskim Zespole Jednostek Oświatowych. Jest to kolejny – czwarty projekt, który uzyskał dofinansowanie. Łącznie w okresie 2009-2010 MZJOś „wydobył” dla knurowskiej oświaty z Unii Europejskiej blisko 2 800 000 zł, na realizację projektów: „Mądra głowa skarbem Knurowa”, „Na kryzys światowy – SZOK – zawodowy”, „Odlotowe i bombowe są kompetencje kluczowe” i wreszcie „Grecka Arate rozwija oświatę”.

Celem ogólnym projektu pn. Grecka Arate rozwija oświatę jest kompleksowe wsparcie nauczycieli i pracowników administracji oświatowej poprzez dostarczenie wiedzy i umiejętności niezbędnych w pracy pedagogicznej i w pracy administracyjnej w kontekście zachodzących zmian systemu oświaty.

Już dziś serdecznie zapraszamy do udziału w projekcie wszystkich nauczycieli.

Jest on skierowany do 370 nauczycieli pracujących w szkołach i przedszkolach, których organem prowadzącym jest Gmina Knurów (wnioskodawca) oraz 25 osobowej grupy pracowników administracji oświatowej pracujących w knurowskich szkołach i w MZJOś – razem 395 osób. „Projekt realizowany będzie w okresie od stycznia 2011 do grudnia 2012.

Całkowita wartość pozyskanych środków z Unii Europejskiej na ten projekt to prawie pół miliona złotych czyli 490.000,00 zł.

Projekt został bardzo wysoko oceniony w ocenie formalnej i merytorycznej i zajął 11 na 102 miejsca na liście rankingowej konkursu z działania 9.4 PO KL.”

Grzegorz Niewidok

Dokumenty i rozporządzenia

Aktualne dokumenty MEN dostępne w serwisie

Programy nauczaniafile:///C:/Users/Admin/Desktop/pol-prog-sp-pdf.pdf

Ściągnij najnowsze PODSTAWY PROGRAMOWE / kliknij na link – format pdf /:

>> edukacja matematyczna i techniczna (matematyka, wychowanie techniczne, informatyka)

>> język polski

>> język obcy

>> edukacja historyczna i obywatelska( historia i społeczeństwo, historia, wiedza o społeczeństwie, podstawy przedsiębiorczości, ekonomia w praktyce, wychowanie do życia w rodzinie, etyka, filozofia)

>> edukacja przyrodnicza (przyroda, geografia, biologia, chemia, fizyka)

>> edukacja artystyczna (muzyka, plastyka, wiedza o kulturze, historia muzyki, historia sztuki, język łaciński i kultura antyczna, zajęcia artystyczne)

>> wychowanie fizyczne i edukacja dla bezpieczeństwa

>> edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna

uczniowskie „PEREŁKI”

PEREŁKI z wypracowań szkolnych 😉

  • A do kotletów była sałata, którą mamusia przyprawiła potem.
  • Wojski przyłożył ucho do ziemi i usłyszał tupot niedźwiedzich kopyt.
  • Robak, ratując Tadeusza, strzelił do niedźwiedzia, który nie wiedział, że jest jego ojcem.
  • Rycerze urządzali teleturnieje.
  • Było ich tysiące, a nawet setki.
  • Pan Dulski był sterylizowany przez żonę.
  • Tatarzy jeździli konno i pieszo.
  • Boryna był teściem żony syna Antka Hanki.
  • Ludwik XIV był samolubem. Twierdził, ze Francja to ja.
  • W odróżnieniu od innych zwierząt ptaki maja nakrapiane jaja.
  • Biesiadowali przy suto zastawionych stolcach.
  • Po jednej stronie rynku naszego miasteczka stoi kościół, po drugiej stronie ratusz, a dookoła wybudowano same nowe domy publiczne.
  • Meteorolodzy wychodzą trzy razy dziennie oglądać swoje narządy.
  • Rodzicami Żeromskiego byli Józef i Wincenty Żeromscy.
  • Anielka mimo zakazu ojca kolegowała się z Magdą i świniami.
  • Kangur ma łeb do góry, dwie krótkie przednie kończyny, dwie tylne długie, a w worku ma brzuch na małego i długi ogon.
  • Jej córeczka Ania uśmiechnęła się pod wąsem.
  • Straszne były te krzyżackie mordy.
  • Bandyci wpadli do sklepu i wymordowali samoobsługę.
  • Kiedy Adam Mickiewicz zawiódł się na kobiecie, wziął się za Pana Tadeusza.
  • Przedstawicielem materializmu był Demokryt z Abwehry.
  • Górnik pogłaskał konia po głowie i cicho zarżał.
  • Faraona nosili w lektyce, a poddani padali mu na twarz.
  • Środkiem płatniczym w Rosji są wróble.
  • Królik posiada głowę, uszy i linienie.
  • Strażacy śpią w kalesonach i maja tam dzwonki alarmowe.
  • Wiedział, że w okularach jest mu do twarzy, dlatego nosił je zawsze w kieszeni.
  • Niektórzy Murzyni chodzą poubierani w nago.
  • Admirałowie są ubrani w marynarki wojenne.
  • Szlachta w ‚Panu Tadeuszu’ była bardzo gościnna, bo jak przyjechał Pan Tadeusz na koniu, to o nic się go nie pytano, tylko dano mu siana.
  • Królik jest tak oddany swym małym, że wyrywa sobie kłaki sierści z brzucha, żeby wyścielić im gniazdo. Który ojciec rodziny zdobyłby się na to?
  • Jest nas dziewięcioro rodzeństwa, a oprócz tego tatuś pracuje dorywczo jako monter.
  • Ręka tego człowieka była zimna, jak ręka węża.
  • Służący doił krowę nad stawem, a w wodzie wyglądało to odwrotnie.
  • Makbet miał wyrzuty po mordzie.

Jaki powinien być nauczyciel

artykuł z portalu literka.pl

To jaki jest, jaki może być i jaki powinien być nauczyciel stanowi istotę wielu polemik i dyskusji. Dlaczego rozważając problemy wychowania dzieci mówi się tak wiele o nauczycielu? Otóż właśnie od nauczyciela zależy bardzo wiele w życiu dziecka. Nauczyciel jeśli rozumie dzieci może spowodować, że przekona się ono o własnych możliwościach działania, że spróbuje, przekona się, że potrafi. I przeciwnie. Przy niezrozumieniu dzieci, braku rozpoznania ich cech i właściwości, może spowodować pojawienie się kompleksów, niewiary i poczucia krzywdy u dzieci.

Wydaje mi się, że nie możemy generalizować problemu odpowiadając jednoznacznie na pierwszą część pytania „jaki jest nauczyciel”. Tak jak różni są ludzie w ogóle, tak bardzo różnych spotykamy nauczycieli. Niestety także takich, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w tym zawodzie, bo swoim postępowaniem potrafią zrobić więcej krzywdy dzieciom niż pożytku. Chyba łatwiej w tym miejscu powiedzieć jaki nie powinien być, gdyż rola nauczyciela nie kończy się tylko na nauczaniu, przekazaniu wiadomości i informacji ale w ogromnej mierze ma on wpływ na wychowanie młodych ludzi.
Rozważając problem tego jaki powinien być nauczyciel nasuwają się pytania, które w swojej pracy „O dobrym wychowaniu i kształceniu” zadał Jarosław Rudniański. Myślę , że pozwalają one odkryć istotę powołania nauczycielskiego, zastanowić się głębiej nad tym czy rzeczywiście nauczyciele, z jakimi spotykamy się na co dzień są nauczycielami prawdziwego zdarzenia. Chciałabym je tu przytoczyć w całości, gdyż tylko wtedy oddadzą ten sens, który ja w nich wyczytałam, czytając je po raz pierwszy. „Jak patrzy na świat ten, kto wychowuje? Co w nim widzi? Czy uważa, że człowiek jest tylko automatem reagującym na bodźce, czy tez jest kimś znacznie więcej? Czy wierzy w istnienie w człowieku tego, co w sposób tak bardzo nieokreślony, lecz tylko intuicyjnie wyczuwalny nazywamy Dobrem? Czy wierzy, że można pomóc człowiekowi istniejące w nim Dobro, że można mu pomóc kształcić je i rozwijać, wbrew wielu warunkom otoczenia? I czy wierzy, że dla tego właśnie, tak trudno do sprecyzowania Dobra warto i trzeba żyć? Czy uważa, że jest to właśnie najważniejsze? Nie chodzi tu ani o frazesy ani o deklarację. Chodzi
o własną, głęboko odczuwalną wiarę w człowieka, w istnienie Dobra w nim samym i w innych. Tylko taki człowiek, który tę wiarę ma , potrafi w sposób właściwy wychować powierzone jego opiece dzieci na ludzi „nieokaleczonych”. Na ludzi w pełnym tego słowa znaczeniu. I to jest właśnie – „nauczyciel.”
Analizując ten problem wysuwa się na pierwszy plan kwestia osobowości jaką powinien posiadać nauczyciel. Bo właśnie to, jakim jest człowiekiem będzie miało największe znaczenie jakim jest nauczycielem. Nauczyciel wpływa na całość psychiki ucznia i przyczynia się do jednoczesnego i harmonijnego rozwoju wielu jego sfer. Tu również słychać niejednokrotnie głosy wyrażające niepokój , wątpliwości, czy człowiek (nauczyciel), który ma wiele kłopotów ze sobą, który ma luki we własnym wychowaniu może uczyć innych.
Wielokrotnie w rozmowach o nauczycielu spotykamy się z terminem „dobry nauczyciel”. Dobry, czyli taki, który spełnia pokładane w nim oczekiwania. Dobry nauczyciel będzie posiadał pewne cechy, które będą gwarantem jego sukcesu. Dobry nauczyciel posiada pewne specyficzne właściwości psychiczne, które odgrywają istotną rolę w procesie oddziaływania na uczucia i które są właściwościami raczej wrodzonymi niż wykształconymi. Niewątpliwie należą do nich:
– Dusza (wnętrze – umiejętność zastąpienia słowa „ja” słowem „my”; żebym widział szerzej niż czubek własnego nosa)
– Talent pedagogiczny (wg Szumana umiejętność oddziaływania na innych, bogactwo własnej osobowości)
– Instynkt pedagogiczny (koncepcja biologizująca wpływ cech biologicznych na osobowość i swoistą wartość nauczyciela).
Z pojęciem „dusza” spotykamy się już u J.W. Dawida. Określa on tym
terminem pożądaną osobowość nauczyciela. Za główne cechy osobowości nauczyciela czyli „duszy” uważał miłość dusz ludzkich, potrzebę doskonałości, poczucie obowiązku i odpowiedzialności, wewnętrzną prawdziwość i moralną odwagę. Nieco odmiennie termin ten wyjaśnia W. Okoń, który przez „osobowość nauczyciela” uznaje stopień zaawansowania nauczyciela w poznawaniu, rozumieniu i wartościowaniu stosunków panujących w świecie, ze szczególnym uwzględnieniem procesów kształcenia i wychowania, oraz w twórczym przekształcaniu tych stosunków.
Nie wnikając głębiej w analizę pojęcia osobowości warto zastanowić się nad tym, jakie osobiste zalety powinien posiąść człowiek, który pragnie stać się dobrym nauczycielem. Na pewno nieco innych cech będziemy oczekiwali od nauczycieli przedszkoli innych od
nauczycieli szkół akademickich, a jeszcze innych od nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących i zawodowych. Mimo jednak różnorodności zadań realizowanych przez nauczyciela, do których wykonywania pomocne okazują się odmienne właściwości szczegółowe, istnieją cechy bardziej ogólne, które mają znaczenie we wszystkich oddziaływaniach pedagogicznych, i które można uznać za specjalnie dla nich korzystne.
W edukacji dzieci pojawia się zapotrzebowanie na wykwalifikowanego człowieka, którego następnie można nazwać nauczycielem. Ale mówiąc „wykwalifikowany” to oprócz ukończonych studiów, zdobytej wiedzy z zakresu metodyki, dydaktyki czy nauczanej specjalizacji mam na myśli przede wszystkim jego „przydatność” do zawodu nauczyciela. Owe kwalifikacje to przede wszystkim akceptacja życia, a w nim siebie, odmienności innych, stałość poglądów, zwarty system norm, zasad postępowania, życzliwość. Wreszcie to chęć przekazania tego co cenne dla życia innym, jako ukierunkowanie ich życia.
Najważniejsze aby każdy nauczyciel, który kształtuje wzór osobowościowy młodych ludzi, który ma bezpośredni wpływ na losy innych sam był ze sobą w zgodzie, umiał uświadomić sobie własne preferencje, wyznawane zasady i ideały, systemy wartości. Człowiek sfrustrowany, nerwowy, nieżyczliwy nie powinien przyjmować na siebie misji jaką jest uczenie innych.
Bardzo ważną cechą dobrego nauczyciela mającą duży wpływa efekty wychowania jest autorytet. Jest on wynikiem pracy własnej i postawy samego nauczyciela. Definicja pojęcia autorytet brzmi następująco: Autorytet nauczyciela to zespół różnorodnych właściwości, dzięki którym uczeń bez wyraźnych nakazów i bez strachu przed karą ulega wychowawczemu wpływowi nauczyciela, a w szczególności chętnie uczy się stosować do jego wymagań. Powoduje to, że środowisko uzna jego osobowość, wartość intelektualną i moralną. Do cech właściwych dla autorytetu niewątpliwie zaliczymy ideowość, moralność, mądrość życiową, wiedza i ogólna kultura umysłowa, mistrzostwo dydaktyczne, pedagogiczne(wychowawcze), kultura osobista, odpowiednio ustawiona stopa życiowa.
Jaki jeszcze powinien być nauczyciel? Nasuwa się tu wiele cech, ale na pewno powinien być sprawiedliwy, równorzędnie traktować wszystkich uczniów. Jest to cecha, którą można bardzo łatwo zaobserwować w codziennych kontaktach, która ujawnia się przede wszystkim przy ocenianiu. Nauczyciela sprawiedliwego darzy zazwyczaj szacunkiem; gdy brak tej cechy, część uczniów czuje się pokrzywdzona i nie akceptuje nauczyciela.
Ważne jest również w pracy nauczyciela jego usposobienie. Młodzież nie lubi ponuractwa i gderliwości, chce wykonywać swoje obowiązki w atmosferze radości, sama często wykazuje poczucie humoru i ceni je u nauczyciela. Nierzadko atmosfera decyduje o tym, czy czynności wykonywane są jako uciążliwy obowiązek czy jako radosna działalność.
Dobry pedagog powinien umieć dostrzec w swoich uczniach różnorodne wartości pozytywne, posiadać chęć pomocy w ich rozwoju, dostosowując swoje oddziaływania do indywidualnych właściwości i możliwości swoich uczniów. Ale jednocześnie, by to osiągnąć musi być stanowczy, konsekwentny i wymagający.
Niewątpliwie nauczyciel musi lubić dzieci lub młodzież i pracę z nimi. Stosunek do młodego człowieka wiąże się u dobrego pedagoga z poczuciem odpowiedzialności za to, jakimi w przyszłości staną się ludźmi. Dobry pedagog jest zazwyczaj przekonany o nieobojętności swojego zachowania, wierzy w skuteczność własnych oddziaływań, ingeruje on w zachowanie innych, ilekroć uważa, że jego ingerencja jest pożądana ze względu nw ra dobro osób, z którymi się kontaktuje.

Opracowanie: Elżbieta Jankiewicz

Szóstka albo w dziób

artykuł Numer 11/08 NEWSWEEK POLSKA

Obyś cudze dzieci uczył – powtarzali kiedyś ze zniechęceniem nauczyciele, a dzisiaj dodają: i musiał rozmawiać z ich rodzicami.

(foto: PAP)
(foto: PAP)
Są marnie wykształceni, źle opłacani i totalnie sfrustrowani. Nauczyciele. Potrafią rzucić pudełkiem kredy w tablicę podczas lekcji, przez kilka minut kazać klasie siadać i wstawać, żeby ukarać za gadanie, i zachorować, gdy zbliża się matura. Rodzice mogą narzekać na nich godzinami. Rodzice – wiadomo, zagonieni, ale zawsze pełni najlepszych chęci do współpracy. Bo chodzi przecież o ich dzieci. Zorganizują wycieczkę, wyłożą pieniądze na zieloną szkołę, a nawet znajdą sponsora na walentynkowe disco. I naprawdę nie rozumieją, dlaczego nauczyciele mówią o nich często jak o zmorze szkolnych podwórek i pokoi nauczycielskich.

– To nieprawda, że nienawidzimy rodziców – ironizuje Joanna Lorenc, nauczycielka biologii z warszawskiego liceum. – Tylko niektórych chcielibyśmy powystrzelać – dodaje ze złośliwym uśmieszkiem. Na przykład mamusię, która rozgrzesza bójki, ale nie życzy sobie, aby przerabiać „Mistrza i Małgorzatę”, bo tam jest przecież wątek satanistyczny. Albo tatę, który oświadczył ostatnio, że jego dziecko to produkt. Produkt się sprzedaje, gdy ma ładne opakowanie (najlepiej świadectwo z czerwonym paskiem). I po to wysłał dziecko do szkoły – po tę metkę prymusa właśnie.


Poprosiliśmy pedagogów, żeby opowiedzieli nam o swoich najbardziej frustrujących kontaktach z rodzicami. O najczęściej słyszanych roszczeniach i irytujących zachowaniach. Zrobili to z wielką przyjemnością. Tym większą, że nikt ich dotąd o to nie pytał. Przedstawiamy typy najbardziej wkurzające pedagogiczne ciało.

Ambitny zabijaka

To przez niego belfer czuje się jak bohater filmu Pasikowskiego. Obsadzony w roli szwarccharakteru, którego trzeba ścigać, bo dziecko ma za słabe oceny. – Nieważne są postępy w nauce, ważne są dobre cenzurki. Im lepsze, tym większym prestiżem cieszy się rodzina. W tej konkurencji nie ma zasad. Wszystkie chwyty dozwolone – tłumaczy Anna Nowakowska, polonistka z prestiżowego warszawskiego liceum. Prostacka łapówka to jeden z nich. Nowakowska musiała ostatnio odesłać jednej mamie butelkę whisky, którą niby mimochodem zostawiła po wywiadówce.

Dużo skuteczniejsza jest groźba. Paweł Kowal uczy angielskiego w prywatnej szkole w Warszawie, do której swoje dzieci chętnie posyłają zamożni mieszkańcy podstołecznego Pruszkowa. Mafiosi? Nikt nie wymawia tu tego słowa, ale Kowal dyskretnie wskazuje na parking, gdzie rzędem stoją bmw i mercedesy. – Pod koniec zeszłego semestru na korytarzu czekał na mnie ubrany w garnitur ojciec chłopaka, który od pierwszego września nie założył nawet zeszytu. Przeraziłem się, kiedy zobaczyłem, że kołnierzyk ledwo co dopina mu się na grubym, opalonym karku – opowiada Kowal. Ojciec nie przebierał w słowach: „Czemu pan tyle pał młodemu nastawiał? Jak coś się nie podoba, możemy wyjść przed szkołę i załatwić sprawę po męsku” – groził nauczycielowi. I udało mu się. Kowal przestraszył się nie na żarty. – W wakacje poszukam nowej pracy. Mam tego dość. Na ulicy co chwila się odwracam, żeby sprawdzić, czy nie śledzi mnie jakiś pracownik tego tatusia – mówi zastraszony.

Bardziej wytrwała jest Karolina Fular z państwowego liceum w Poznaniu. Już dawno zrezygnowała z przekonywania rodziców, że trója na świadectwie może być wynikiem lenistwa ucznia, a nie fatalnego poziomu szkoły. Przestała, bo oduczyła ją matka jednego z uczniów, z zawodu lekarka. Jej syn, rozpuszczony rozrabiaka, wyjął na przerwie scyzoryk. Podczas bójki przyłożył go koledze do szyi. Nauczycielka wyrwała chłopakowi nóż z ręki i poszła po dyrektorkę. W tym czasie syn zadzwonił do matki, która zagroziła, że jeśli pani Fular nie przestanie krytykować jej dziecka, złoży na nią doniesienie o mobbing. – Cały wieczór szukałam w internecie, o co konkretnie może mnie oskarżyć. Byłam przerażona i wściekła – relacjonuje nauczycielka. Pani doktor nie była w stanie przyjąć do wiadomości, że jej ukochany jedynak nie jest ideałem i na koniec roku żądała bardzo dobrej oceny ze sprawowania. Z poprawnym nie mogła się pogodzić.W szkołach niepublicznych takie sytuacje często kończą się dużo gorzej. – Działamy według zasad wolnego rynku i musimy walczyć o klienta – tłumaczy Marta Jabłońska, nauczycielka z prywatnej podstawówki. Do dziś ją skręca, kiedy przypomni sobie, jak jeden z rodziców „zwolnił” ze szkoły jej koleżankę, matematyczkę. Próbowała spacyfikować agresywnego dzieciaka, ale ten powiedział tylko: „Mój tatuś się z panią policzy”. I policzył się. Uznał, że złe zachowanie syna jest oznaką kiepskich kwalifikacji nauczycieli. A on może synka przenieść do innej, lepszej podstawówki i namówić do tego samego znajomych. Dyrektor wolał nie narażać się na stratę czesnego za kilku uczniów. Zwolnił matematyczkę. Jabłońska na miesiąc zaszyła się na działce w lesie i zastanawiała, czy się nie przekwalifikować na sekretarkę.


Dzisiaj nawet najsurowsi belfrzy boją się nowych sposobów na Alcybiadesa. Z zemsty za złą ocenę rodzice inspirowani przez dzieci mogą posądzić ich na przykład o molestowanie seksualne. Dyrektor liceum w Poznaniu powtarza nowym nauczycielom: zero kontaktu fizycznego z dzieckiem, zero przytulania, nawet jeśli płacze. Żeby nie powtórzyła się historia wymagającego nauczyciela w.f. z Bydgoszczy, który dostał ksywkę Pedofil. Uczennice twierdziły, że za często dotyka je podczas ćwiczeń. Rok trwało postępowanie wyjaśniające. W tym czasie nauczyciel nie miał pracy. Dziś dojeżdża czterdzieści kilometrów do szkoły na wieś. Teraz nawet jeśli uczeń upadnie podczas gry w nogę, nie podaje mu ręki. Na wszelki wypadek.

Każdy pretekst może się okazać skuteczny w walce z wymagającym belfrem. Karolina Fular jest na diecie (bo po feriach przytyła) i na wszelki wypadek codziennie rano dokładnie sprawdza, czy jej garsonki są wystarczająco estetyczne. Bo za „nieestetyczność” w zeszłym roku wyrzucono srogą nauczycielkę z prywatnej szkoły. Jeden z ojców twierdził, że grubawa polonistka z kroplami potu na czole przekazuje dzieciom złe wzorce. Ludzie sukcesu są przecież szczupli. Tata zebrał parę podpisów i dyrektor pożegnał panią z nadwagą.

Przebudzony pracoholik

Pedagodzy rozpoznają go z daleka. Świecący krawat lub skórzane szpilki, wiecznie dzwoniąca komórka i donośny głos. Na belfra patrzy z góry, jeśli akurat podczas rozmowy z nim nie zerka na zegarek. Czasem podrzuci poradnik „Jak wychowywać geniusza”. I traktuje wychowawcę jak menedżera dzieciaków. Przypomina sobie o jego istnieniu, kiedy zbliża się deadline, czyli koniec roku. Ale nawet wtedy nie jest za bardzo zorientowany w poczynaniach dziecka.

Tak jak matka, która wpadła na Piotra Kupca przed zebraniem: „Gdzie jest sala siódmej klasy?” – spytała. To było trzy lata po reformie szkolnictwa. Dzisiaj podstawówka kończy się na szóstej klasie, czego mama nie zauważyła. „Wie pan, ciężko pracuję” – tłumaczyła zmieszana.

Jedna trzecia nauczycieli przebadanych przez Marię Talar z CMPPP (Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej) twierdzi, że rodzice nie współpracują ze szkołą, bo brak im czasu. I przy okazji chętnie zrzucają odpowiedzialność za wychowanie dzieci na pedagogów, pracujących najczęściej w prywatnych szkołach. – Oddają nam dziecko, a jak nie spełnia ich wyśrubowanych wymagań, przychodzą do szkoły z awanturą – mówi Katarzyna Sokół, dyrektorka prywatnego warszawskiego liceum. Niedawno w jej gabinecie pojawił się tata prymusa, którego wychowawczyni przez dwa tygodnie była na zwolnieniu lekarskim. „Mam tylko chwilę na rozmowę, bo zaraz lecę w delegację, ale gdyby mój pracownik zachował się tak nieodpowiedzialnie, zwolniłbym go bez wahania. Wychowawczyni jest od wychowywania dzieci, a jak jej nie ma, to kto ma to robić? Wuefista?” – krzyczał na dyrektorkę.

Joanna Lorenc ze zgrozą przypomina sobie rodziców pracoholików przebudzonych w maju. Syn zaniósł do domu wykaz ocen, a oni wpadli w szał: jak to, trójki zamiast czwórek i piątek? Następnego dnia zjawili się przed szkołą i na chybił trafił wyłapywali nauczycieli, żeby namówić ich do podciągnięcia not. – Ani razu nie przyszli na wywiadówkę, więc nie wiedzieli, jak wyglądam, ale w końcu mnie dopadli. Błagali, żebym postawiła ich synowi czwórkę, bo trója z polskiego w pierwszej klasie może zmarnować mu życie – opowiada Lorenc. – Wściekłam się i wypaliłam na lekcji, że na oceny pracuje się przez cały rok, a jeśli rodzice pojawią się w szkole dwa razy w semestrze, nikomu korona z głowy nie spadnie. Skończyło się aferą u dyrektora, na którą rodzice pracoholicy tym razem bez problemu znaleźli czas.

Leniwy liberał

Ofiara teorii bezstresowego wychowania. Od swego dziecka nie wymaga niczego. Szkoła jednak czegoś wymaga, ale liberał nie wie, jak to pogodzić z domowym luzem. Gdyby żył w erze dzieci kwiatów, najchętniej omówiłby ten problem z synem czy córką, popalając jointa. Wychowawca w jednym z publicznych warszawskich liceów grzmi, że lepiej by było, aby ten typ w ogóle trzymał się od szkoły z daleka. W zeszłym roku chciał skrócić siedmiominutowe przerwy do pięciu. Opadła mu szczęka, kiedy rodzice podpisali petycję z kategoryczną prośbą o nieskracanie przerw. Powód: w pięć minut ich dzieci nie dadzą rady w spokoju zapalić. Nauczycielka z toruńskiego gimnazjum też była w szoku, kiedy poinformowała jedną z matek, że jej syn pali. „Wiem – usłyszała. – Alek jest w nałogu. Jakby chciał rzucić, to przechodziłby katusze. Lepiej niech się skupi na nauce”.
– Wkurza mnie bezradność matek i ojców. Udają luzaków, ale dla mnie to czyste lenistwo i lekceważenie wychowania – twierdzi Halina Mentrak, nauczycielka matematyki z Krakowa. – Kilkanaście lat temu rodzice narzekali, że nie potrafią wpłynąć na swoje dzieci w ostatnich klasach liceum. Dzisiaj słyszę takie opinie od matek i ojców uczniów podstawówek – denerwuje się profesor Andrzej Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – To absurd.

Dwunastolatki nie są w stanie same podejmować wyborów dotyczących swojego życia: ani tych o paleniu papierosów, ani do jakiego zdawać gimnazjum – dodaje profesor. Kiedy rodzice umywają ręce, odpowiedzialność spada na nauczycieli. Tyle że w tym przypadku trudno ją unieść, bo typ liberalny z jednej strony chciałby, żeby dziecko w szkole miało dobre wyniki, z drugiej wydaje mu się, że szkoła nie powinna wtrącać się do wychowania. – Pani jest tylko od sprawdzania zadań – usłyszała od takiego rodzica Mentrak, kiedy przyłapała jego syna na uciekaniu z lekcji. Następnego dnia przyniósł jej usprawiedliwienie od ojca: „Adam opuścił lekcje z powodu badań lekarskich”. Przyciśnięty przez nauczycielkę tata wyśpiewał w końcu, że wiedział o wagarach, nie chciał jednak, żeby jego pierworodny miał kiepską ocenę z zachowania. – I jak my mamy uczyć szlachetnych postaw? – wzdycha.

Wieczny uczeń

Jeszcze nie dorósł. A przynajmniej sprawia takie wrażenie. – Kiedy dziesięć lat temu zaczynałam uczyć, na pierwszej wywiadówce myślałam, że zwariowałam. Wchodzę do klasy, odczytuję listę i okazuje się, że większość rodziców usiadła tam, gdzie na lekcji siedzą ich dzieci – relacjonuje Zofia Kot, polonistka z warszawskiego gimnazjum. Na lekcjach w pierwszej ławce skrzętnie notuje kujonica Magda, jej mama w tym samym miejscu na zebraniu wyciąga notes i wszystko zapisuje. Rano łobuz Romek siada na samym końcu. Wieczorem jego ojciec chowa się za plecami innych rodziców na tym samym krześle, co syn.

– A kiedy tłumaczę, że Romek ma talent do wypracowań, ale nie chce mu się odrabiać lekcji i może wspólnie pomyślimy, jak go motywować, obraża się na mnie. Tak jakby to on nie miał pracy domowej – opowiada polonistka.

Gorzej, jeśli ciągle jest uczniem z ostatniej ławki. Tak jak mama, która na zebraniu pod nosem komentowała każde słowo Aliny Michalak, nauczycielki z toruńskiej podstawówki. – W końcu poprosiłam, żeby podzieliła się swoimi spostrzeżeniami ze wszystkimi. Pani zamilkła. A po wywiadówce nadawała na mnie innym rodzicom na korytarzu. Musiałam przeczekać ten atak w łazience – wspomina Michalak.

Z badań prof. Nalaskowskiego wynika, że szkoła infantylizuje rodziców. Bo czy poważnie może zachowywać się pani po trzydziestce, wciśnięta w miniaturowe krzesełko z przymocowanym na stałe blatem? Niektórym nauczycielom wydaje się jednak, że rodzicom ten powrót do przeszłości bardzo pasuje. Bo w końcu mogą nawymyślać nauczycielom i zemścić się za własne rany wyniesione ze szkoły. Tym razem bezkarnie.

PS Rodzic empatyczny i obowiązkowy coraz częściej pojawia się w sferze belferskich marzeń. Chociaż sprawiedliwie trzeba przyznać, że i takie przypadki się zdarzają. Po jednej z wywiadówek, która skończyła się bitwą rodziców (zwolennicy wycieczki w góry kontra entuzjaści dodatkowych zajęć przed maturą), zatroskana mama podeszła do Haliny Mentrak i powiedziała: – Będę się za panią codziennie modlić. Inaczej pani tego nie przetrwa.

Nazwiska nauczycieli zostały zmienione

Maja Gawrońsk