Podwyżki dla nauczycieli i więcej pracy

Nauczyciele zarobią średnio od 381 zł do 586 zł więcej. Będą też musieli więcej popracować. Tak Platforma przygotowuje szkoły na przyjęcie sześciolatków.

Prezydent Kaczyński podpisał uchwaloną przez Sejm nowelizację ustawy Karta nauczyciela z podwyżkami pensji i dodatkowymi godzinami pracy w szkole. To oznacza dla nauczycieli: pierwszą podwyżkę już w styczniu, a od września drugą plus dodatkowe zajęcia.

Według MEN ustawa jest „spełnieniem obietnic złożonych nauczycielom przez rząd, że ich trudna, odpowiedzialna praca będzie coraz lepiej doceniana”. Rzeczywiście Donald Tusk o nauczycielskich podwyżkach wspominał w niemal każdym przemówieniu podsumowującym kolejne etapy pracy jego rządu. Nauczycieli określił mianem „soli tej ziemi”.

Jakie podwyżki?

Dwa razy po 5 proc. – pierwszy raz w styczniu, a drugi – we wrześniu. Z końcem roku nauczyciele będą zarabiali więcej (według kolejnych stopni awansu zawodowego): stażyści – o 586 zł (najwyższa podwyżka ma ich zatrzymać w zawodzie), kontraktowi – 412 zł, mianowani – 316 zł, a dyplomowani – 381 zł brutto. To jednak średnia – ile realnie dostaną poszczególni nauczyciele, będzie wiadomo lepiej, kiedy minister edukacji wyda rozporządzenie, w którym określi tzw. minimalne płace. Dopiero w styczniu rozpoczną się w tej sprawie negocjacje ze związkami zawodowymi. A potem na podstawie rozporządzenia MEN samorządy określą ostatecznie wysokość dodatków do pensji zasadniczej (dodatki np. za wysługę lat, motywacyjny czy za wychowawstwo stanowią ok. jednej trzeciej nauczycielskiej pensji). Właśnie z tego powodu nauczycielskie podwyżki wypłacane są zazwyczaj najwcześniej w kwietniu, z wyrównaniem od początku roku. Tym razem będzie podobnie. Ale dodatkowo jeszcze we wrześniu nauczyciele dostaną kolejne 5 proc. podwyżki. W rezultacie pod koniec roku ich płace sięgną średnio 2287 zł dla stażystów, 2538 zł dla nauczycieli kontraktowych. 3293 zł dla mianowanych i 4208 zł dla nauczycieli dyplomowanych (brutto).

Dlaczego dwie podwyżki, a nie jedna? Bo zmieniają się programy szkolne na każdym etapie nauczania: do szkół mają iść sześciolatki, a gimnazja i licea będą uczyły w inny sposób (będzie np. dużo zajęć do wyboru dla ucznia). Min. Katarzyna Hall tę decyzję komentowała od początku w ten sposób: – Jeśli nowe zadania, to wyższa pensja .

Bo jest i druga strona medalu – dodatkowe godziny pracy.

Ile pracy więcej?

Od września nauczycielom każdego typu szkół przybędzie jedna godzina pracy więcej. Ale już w 2010 r. – kolejna dla nauczycieli ze szkół podstawowych i gimnazjów. Rząd zapowiada też, że to jeszcze nie koniec zmian w nauczycielskim czasie pracy.

Teraz jest tak: nauczyciele pracują, jak wszyscy 40 godzin w tygodniu. Ale rozliczają się tylko z 18 godzin lekcyjnych. Pozostały czas mają poświęcić na przygotowanie do lekcji i douczanie. Od września dodatkową godzinę w tygodniu w szkołach będą musieli poświęcić na zajęcia wyrównawcze albo ze zdolnymi uczniami oraz na zajęcia opiekuńcze. O jakie zajęcia chodzi, zdecydują dyrektorzy szkół. MEN zostawił im wolną rękę, tym bardziej że z wypracowania tych dodatkowych godzin nauczyciel będzie się rozliczał raz w semestrze. Może więc się zdarzyć, że zamiast systematycznego kółka dla zdolnych uczniów, poprowadzi jakiś intensywny kurs tuż przed egzaminami.

Jednak MEN nie tylko po to wprowadza tę zmianę.

Oficjalnie minister Hall podkreśla, że chodzi o podniesienie jakości nauczania, wyrównanie szans. Szef doradców premiera Michał Boni mówił w wywiadzie dla „Gazety”, że dla lepszych wyników szkoły „nauczyciele muszą pracować więcej z każdym uczniem – mniej zdolnym, ale i tym zdolnym”. Przede wszystkim jednak chodzi o to, żeby w podstawówkach zapewnić pedagogów na dyżury w świetlicach dla sześciolatków.

Bo według projektów rządu pierwsze maluchy mają iść do szkoły już w 2009 r. A rząd obiecał rodzicom, że będą miały opiekę jak w przedszkolu – czyli do godzin popołudniowych, aż rodzice wrócą z pracy. I chociaż Sejm jeszcze nie uchwalił obniżenia wieku szkolnego (teraz do pierwszej klasy idą dzieci siedmioletnie), w uzasadnieniu ustawy Karta nauczyciela MEN przyznaje otwarcie: „Projektowane zmiany należy rozpatrywać przez pryzmat zmian w systemie oświaty w zakresie objęcia naukę dzieci o rok młodszych”.

Źródło: Gazeta Wyborcza 2009